poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 1 "Porwanie"

Forks małe miasteczko w stanie Waszyngton. Pogoda tego miejsca może czasami dobić człowieka, a sama jego atmosfera przyprawia o depresję. Jednak, niektórzy znaleźli tutaj swój dom. Znaleźli miejsce, gdzie spokojnie mogą go tak nazwać. Jedną z takich osób jest Bella Cullen. No tak, dziewczyna miała szczęście, wielka miłość w wieku siedemnastu lat to rzadkość w dzisiejszych czasach. Teraz raczej w takim przypadku możemy mówić o zauroczeniu, ale nie o miłości. Czasami ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że miłość może być na wyciągnięcie ręki, a Bella wiedziała, że jakby pozwoliła Edwardowi się od siebie oddalić, nie mieliby teraz tego co mają. Wielką miłość i piękną córkę Renesmee. Od czasu starcia z armią Aro zrobiło się spokojnie. Żadne wampiry niepokoiły mieszkańców miasteczka i nawet w Seattle zrobiło się spokojnie. Od owej sytuacji minęło 3 lata, Nessie zdążyła osiągnąć wygląd piętnastolatki oraz weszła w ten okres buntu, którego obawia się każdy rodzic na świecie. Typowi rodzice mieliby czas na przygotowanie się na ten okres w życiu ich dziecka, jednak Bella i Edward nie mieli go za dużo. Ich córka rosła z dnia na dzień i nie mogli tego powstrzymać i nacieszyć się jej dziecięcymi latami jak należy.
Rozwój dziewczynki niósł dla rodziny Cullenów pewne konsekwencje, ponieważ rozwój dziecka był nadzwyczaj szybki, ojciec Belli - Charlie Swan, musiał poznać prawdę o swojej córce i jej nowym życiu. Mimo swoich złych przeczuwań Bella odetchnęła z ulgą na reakcję ojca.
- Szczerze? To po akcji Jacoba 4 lata temu nic mnie już nie zdziwi - odpowiedział pijąc kubek gorącej kawy przygotowanej przez Esme. Edward i Bella siedzieli na kanapie bardzo blisko siebie,  wampir miał rękę zarzuconą na oparcie i chłodnymi pacami muskał ciało swojej żony. Na przeciw nich siedział Jasper, a zaraz na oparciu koło niego usadowiła się Alice, która była uśmiechnięta, jak zwykle zresztą. Koło okien wychodzących na ogród stał Emmett i wpatrywał się na coś w oddali, szczerze powiedziawszy między nim, a Rosalie nie układało się ostatnio najlepiej. Ich złe relacje zaczęły wpływać na atmosferę w domu, ponieważ bez głupich żartów bruneta było, aż głupio. Nikt nie mógł się przyzwyczaić do jego smutnej miny. W dodatku nikt poza Edwardem, nie wiedział co tak naprawdę zdarzyło się między nimi. Esme natomiast usiadła koło Charlie'ego. Carlisle'a i Rose aktualnie nie było w domu. Doctor miał dyżur w szpitalu, a Rose postanowiła się przejść.
- A więc gdzie moja wnuczka? - zadał pytanie Charlie rozglądając się po pomieszczeniu.
- Renesmee, jest pewnie z Jacobem, ostatnio spędzają razem dużo czasu - odpowiedziała Alice uśmiechając się serdecznie do komendanta.

*U Jacoba i Renesmee*
- Ej uważaj - powiedział Jacob, kiedy nagle Renesme poślizgnęła się schodząc z jednej ze skał. Ostatnio tych dwoje spędzało, ze sobą każdą wolną chwilę. Nie wyobrażali sobie dnia bez siebie. Co bardzo cieszyło ją i jego, jednak żadne nie zdobyło się na odwagę, by o tym sobie powiedzieć. Renesmee wiedziała o wpojeniu chłopaka, ale jeszcze nigdy nie usłyszała od niego, słowa "kocham". Mimo swoich piętnastu lat doskonale wiedziała, dlaczego chce od życia, a był nim Jake. Kochała go tak bardzo, jak tylko taka dziewczyna jak ona może. Jej rodzina tego nie rozumiała, ponieważ ona sama dorosła za szybko, by mogli przyzwyczaić się do jej szybkich doświadczeń uczuciowych. Nie mniej jednak wszyscy pozwalali przebywać Blackowi do określonej pory w nocy i to każdego dnia.
- Uważam jak tylko mogę - oznajmiła i spojrzała na niego niewinnym wzrokiem. Na Jacoba zawsze to działało, więc często to na nim wykorzystywała, jak on nie zgadzał się z jej zdaniem lub chciała coś zrobić wbrew swoim rodzicom. 

- Sama chciałaś ze mną rozejrzeć się po terenie, więc nie marudź - uśmiechnął się do niej i ucałował ją w czubek nosa. Delikatny gest zmiennokształtnego spowodował, że na skórze dziewczyny pojawiła się lekko widoczna gęsia skórka. Na ten widok chłopak uśmiechnął się jeszcze szerzej. Miło mu było, że tak działał na Renesmee, ponieważ po raz pierwszy, ktoś tak na niego reagował. Ostatnio rzadko wspominał niepowodzenie z Bellą, ale też nigdy nie wypadło mu to z głowy, ponieważ było to dla niego sytuacja nie do zapomnienia. On sam wiedział, że to wpojenie nie dało mu możliwości bycia z Bells. Każdy jego gest w jej stronę był skazany na niepowodzenie, ponieważ to właśnie ona była powodem - jej córka, która stała teraz przed nim i uśmiechała się do niego jak anioł. Jednak z myślenia wyrwał go Seth, który grzebał w jego myślach. Jednak wieści jakie miał mu do przekazania, były okropne. Spojrzał na Renesmee z przerażeniem w oczach.
- Jake, co się dzieje - zadała mu pytanie, trochę zaniepokojona jego nagłą zmianą nastroju. 
- Muszę już iść, Ness - powiedział całując ją w czoło.
- Ale powiedz mi co się stało? - zadała mu pytanie ponownie, dając do zrozumienia, że nie wypuści go dopuki nie powie jej co się tak naprawdę wydarzyło, że chce ją zostawić samą w lesie. 

- Sam i reszta stracili kontakt z Quilem, nie mogą go nigdzie znaleźć - odpowiedział i zaraz zmienił się w dwumetrowego basiora. Spojrzał na swoją ukochaną i zaraz znikł w lasach, które prowadziły do rezerwatu. Dhampirzyca przyglądała się sylwetce oddalającego się Jacoba przez dłuższą chwilę. Nie wiedziała, co ma teraz zrobić iść do domu poinformować o tym rodzinę, czy może poczekać z tym na Jake'a, ponieważ była to sprawa sfory, a wampirom było nic do tego. Bardziej była przekonana, że chociaż Carlisle powinien wiedzieć o tym wydarzeniu, więc szybko pobiegła do szpitala. Doskonale wiedziała, że Carlisle jest teraz na dyżurze i nie była pewna czy będzie miał dla niej wolną chwilę. Weszła do budynku i rozejrzała się dokładnie nasłuchując czy jej dziadek jest w pobliżu. Jednak nie usłyszała go nigdzie, więc podeszła do rejestracji. Za kontuarem siedziała starsza pani, która nie należała do szczupłych osób, ale też nie była grupa, ot po prostu taka zwyczajna kobieta, dość okrągła na buzi, lecz z miłym wyrazem twarzy, co tutaj zdarzało się rzadko. Kobieta siedziała i przeglądała jakieś karty. Renesmee podchodząc do niej uśmiechała się delikatnie. 
- Przepraszam, gdzie znajdę doktora Cullen'a? - zadała pytanie, a ona na nią spojrzała i uśmiechnęła się. Po jej minie zdążyła zauważyć, że ją znała, choć nie wiedziała skąd. 
- Twój tato, jest teraz w stołówce, skarbie - powiedziała, a Ness się lekko zdziwiła, nie dając tego po sobie poznać. "Twój tato", to brzmiało dla niej dziwnie, ponieważ nigdy nikt tak nie mówił do Carlisle'a, a dla niej sytuacja ta była dość krępująca.
- Dziękuję - rzuciła i szybkim krokiem poszła do stołówki, gdzie miał znajdować się doktor. Idąc przez wąski korytarz szpitala rozglądałam się po nim dość uważnie. Było biało, czysto i trochę przerażająco. Nigdy szpital nie kojarzył się jej z pozytywnym miejscem. Sama instytucja kojarzona była przez nią, ze śmiercią, cierpieniem i chorobą. Nigdy nie lubiła patrzeć na cierpienia innych ludzi, ponieważ sama w połowie nim była. Idąc korytarzem, niektóre pokoje były otwarte, a dochodzące z nich hałasy kaszlu, krzyków i innych przerażających rzeczy, przyprawiały ją o gęsią skórkę. Była wdzięczna architektowi szpitala, że nie był on dużym ośrodkiem, więc szybko znalazła się na miejscu i zaraz zauważyła swojego dziadka. Siedział przy oknie i wpatrywał się w nie z namysłem. Zawsze tak robił jak któryś z jego pacjentów umierał. Miał trochę za złe losowi, że nie mógł też umrzeć wtedy, kiedy go przemieniono, ale mówił Ness, że jak zawsze patrzył na swoją szczęśliwą rodzinę, zaraz żałował tego co pomyślał. Dziadek dziewczyny był wspaniałym człowiekiem i każdy szanował jego i jego pracę. Nawet Indianie z rezerwatu się do niego przekonali i co raz to więcej ludzi z rezerwatu przychodziło się leczyć do szpitala. Kiedy Renesmee usiadła koło niego on uśmiechnął się delikatnie.
- Cześć dziadku - powiedziała szeptem, by tylko on mógł to usłyszeć. Carlisle skinął tylko głową spoglądając na nią. 

- Co cię do mnie sprowadza? - zadał pytanie tym samym tonem co Ness. Dhampirzyca zaczęła mieć pewne wątpliwości co do tego czy ma powiedzieć o wszystkim głowie rodziny. Ale porwanie Quil'a mogło być spowodowane przez wampira, a to już była i ich sprawa. Dziewczyna niepewnie spojrzała na swojego rozmówcę i westchnęła ciężko. - Czy coś się stało? -dodał zaniepokojony reakcją wnuczki. Renesmee spojrzała na niego i zaczęła mówić.
- Porwali Quil'a, Jacob usłyszał to od Setha, a Seth pewnie od któregoś ze sfory Sama... Ja nie wiem nic szczegółowo, bo Jacob mi nic nie powiedział, ale uznałam, że powinieneś wiedzieć - szybkość z jaką wypowiadała słowa, był niezrozumiały dla ludzkiego ucha, ale Carlisle zrozumiał ją doskonale. Wampir zmarszczył brwi i spojrzał na dziewczynę z uwagą. - Jacob mówił, że nagle stracili z nim kontakt - dodała, a to jeszcze bardziej zaniepokoiło doktora, nie wiedział jak ma się zachować i co zrobić.Renesmee przyglądała mu się uważnie. Co miała zrobić? Wiedziała, że Jake się wścieknie jak dowie się o tym wszystkim, jednak nie miała wyjścia, każde zagrożenie powinni eliminować razem. Jake jako alfa swojej sfory pozwolił Cullenom na przebywanie na terenie La Push, jednak nie mogli oni polować na terenie Forks jak i rezerwatu. - Dziadku, a jeśli to ma coś wspólnego z wampirami? Czy nie powinniśmy się obawiać o to, że Sam zacznie nas obwiniać? - zadała pytanie ze spuszczoną głową. Nie wiedziała czy dziadek jej odpowie, ale zaraz wstał z miejsca i spojrzał na nią. Patrzył na nią trochę poddenerwowany i dało się to zauważyć gołym okiem. Zazwyczaj Carlisle trzymał emocje na wodzy, jednak dzisiaj nie potrafił. Nessie nie wiedziała czy to za sprawą jej obecności czy może doktor miał ciężki dzień w szpitalu.
- Poczekaj tutaj na mnie, powiem komuś, że wychodzę - oznajmił i zaraz znikł za rogiem. Ness przyglądała mu się uważnie dopóki nie zniknął jej z oczu. Dziewczyna zmarszczyła brwi i zaczęła myśleć o tym, dlaczego Carlisle był taki zdenerwowany. Jednak te zamysły przerwał jej dzwoniący telefon. Numer był jej nie znany, ale mimo wszystko odebrała go.
- Halo.

- Cześć Ness, tu Nahuel - jego delikatny, ale zarazem męski głos, sprawił, że na twarzy dziewczyny pojawił się szeroki uśmiech.
- Cześć! Co tam? - zapytała zadowolona, zapominając o tym, o czym myślała.

- Wiesz dzwonię, bo chciałem Cię poinformować, że znowu wpadam do Forks - powiedział, a dziewczyna o mało co nie podskoczyła z radości. Skąd taka reakcja z jej strony? A no dlatego, że Nahuel ponad rok czasu spędził na nauczeniu Renesmee, jak żyć wśród ludzi i jak się odżywiać nie odczuwając pragnienia zabijania ludzi. Wiadomo nie zawsze były między nimi idealne relacje, ale stali się bardzo dobrymi przyjaciółmi. Swój stan psychiczny i samokontrolę zawdzięcza właśnie jemu. 
- Super, a kiedy?
- Będę za tydzień, mam nadzieję, że nie będę przeszkadzał?
- Ty zawsze jesteś mile widziany. Doskonale o tym wiesz i jeszcze się pytasz - zaśmiali się oboje.
- Dobra to do usłyszenia - powiedział i się rozłączył. Rensmee włożyła telefon spowrotem do kieszeni i w tym momemcie przyszedł Carlisle, więc dhampirzyca wstała i oboje pokierowali się w stronę wyjścia...

*U Jacoba*
Jacob biegł przez las jak rakieta. Drzewa praktycznie były niewidzialne przy tej prędkości, ponieważ jego stan emocjonalny nie pozwalał mu na zmniejszenie prędkości. Po drodze jeszcze komunikował się z Sethem i Leą, by zaraz znaleźli się w domu Sama i Emily. Mimo swojej niechęci Leah zgodziła się na odwiedzenie domu znienawidzonej przez siebie pary. No tak, Jacoba to irytowało, że Leah jeszcze miała za złe Samowi, jego jedyną nadzieją na poprawę jej ponurego humoru, jest wpojenie. Jednak teraz nie zwracał uwagi na jej niezadowolenie. Jedyną myślą w jego głowie było to, jak to możliwe, że jego przyjaciel zniknął bez jakichkolwiek wieści. Wilki mogły porozumiewać się w odległości kilkuset kilometrów. Nie mieściło mu się w głowie, że Quil od tak mógł sobie odejść bez słów wyjaśnienia. Jacob najpierw szybko pobiegł do swojego domu ubrać się, a potem wsiadł na motor i w mgnieniu oka znalazł się u Sama, gdzie już byli wszyscy, nawet matka Quil'a. Jacob spojrzał na nią smutno i zajął jedno wolne miejsce koło Embry'ego. Rozejrzał się po swoich pobratymcach. Nikt nie zdołał się odezwać. Każdy siedział ze spuszczoną głową, ponieważ nikt nie miał odwagi się odezwać w obecności Joy, która siedziała zapłakana z Emily oraz Rachel.
- Znaleźliśmy sporo krwi w miejscu zniknięcia Quil'a - odezwał się ponurym tonem Paul. Siedział on w kącie malutkiego saloniku na krześle, bokiem di oparcia i z ręką opartą na nim. Wilk wpatrywał się uparcie w swoje palce. Na wzmiankę o krwi, szloch matki Quil'a stał się coraz głośniejszy. Jacob wcale nie dziwił się jej reakcji. Biedna kobieta najpierw straciła męża, a teraz zaginął jej syn. Co miała zrobić w tym momencie?
- Kiedy to się stało? - zadał pytanie Seth, który jako pierwszy postanowił przerwać tą niezręczną ciszę.
- Dwie godziny temu - oznajmił krótko Jared, który siedział ze swoją dziewczyną Kim na małej dwuosobowej kanapie, wykonanej ze skóry i oparciami z drewna.
- Ostrzegał nas przed czymś, ale nagle straciliśmy z nim jakikolwiek kontakt. Byłem najbliżej niego, jednak jak tylko dotarłem na miejsce już go nie było, wszędzie widziałem krew i wyczułem wampira. Był to jeden z Cullenów, wyczułem zapach tej blondi - oznajmił Brady. Jacob spojrzał na niego z niedowierzaniem. Jak kto możliwe? Dobra Rosalie była dla niego wredna, nie pałali do siebie miłością, ale ona nie byłaby na tyle głupia by narażać siebie i swoją rodzinę, a zwłaszcza Renesmee.
- Dobra, wszyscy wiemy, że to jest nie możliwe - odpowiedział mu Jacob, a on zmierzył go wzrokiem, ale Jake nie zwracał na niego najmniejszej uwagi, tylko spojrzał na Sama, który opierał się o maleńki kominek własnej roboty. - Chyba żartujesz Sam - oburzył się Black. Widział jego minę, ona świadczyła o tym, że wierzył temu młodemu wilkowi. 

- Jake, byliśmy tam i wyczuliśmy Rosalie - powiedział Sam patrząc na niego poważnie, a Jake rozejrzał się po wszystkich wilkach. Nawet Seth pokiwał głową.
- To co zamierzacie zrobić? - zadał pytanie i zmarszczył brwi.
- Doskonale znasz pakt jaki obowiązuje nas i Cullenów, zaatakowali jednego z nas i musimy ich wszystkich zabić - oznajmił Sam i spojrzał na niego przygnębionym tonem.
- Oprócz Renesmee, jej ruszyć nie możemy - oznajmił Paul zawiedzionym tonem, a Jacob obdarzył go złowrogim spojrzeniem.
- Paul - upomniała go Rachel. Ona doskonale wiedziała, że ta wypowiedź była nie na miejscu.
- Nie macie dowodów - oznajmił Jake.

- Mamy i doskonale o tym wiesz, zabierz Renesmee dzisiaj wieczorem - powiedział Sam mimo wszystko głosem pełnym współczucia.
- Mamy nadzieję, że nas nie zdradzisz Jake - Brady patrzył na niego z tryumfem. Z całego La Push ten chłopak najbardziej nienawidził wampirów, tak jak jego rodzina. Ponieważ kiedyś jede z nich zabił jego przodka, od tamtej pory ta nienawiść do krwiopijców idzie z pokolenia na pokolenie. Jacob natomiast nie chciał wierzyć innym, ale też za wszelką cenę chciał dowiedzieć się co stało się jego przyjacielowi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz